Joshua Tree Park

Leider hatten wir ein sehr schlechtes Internet in Las Vegas!!! Deshalb etwas später die neusten Bilder.
Am Dienstag ging es von Palm Springs los Richtung ” Joshua Tree Park”. Der Park hat den Namen von dem Baum der dort massenhaft wächst. Ausser dem Baum hat es im Park interessante Gesteins Vormationen und Felsen, die vom Wind und Wasser bearbeitet wurden. Ein Felsbrocken fiel fast runter, aber ich konnte ihn gerade noch festhalten ;-)
Zum meinem Vergnügen konnten wir noch eine gute Stunde Off Road fahren. Dafür brauchte unser Cadilac danach eine Wäsche. So konnten wir schliesslich nicht durch den Las Vegas Boulevard fahren….
Ein Felsen war so ausgehölt worden, dass er so aussah wie ein Schädel. Wirklich fantastisch was die Natur so zu bieten hat. Heiss war es auch, aber nicht so heiss wie die nächsten Tage wie sich zeigen sollte.
Nach den Park assen wir Mexikanisch in 29 Palms und sahen das erste Drittel vom 1. Spiel LA Kings vs.New York Rangers im TV. Am Abend steuerten wir Las Vegas an dass uns mit herrlichen 32°C um ca. 22 Uhr begrüsste. Einen kurzen Abschnitt fuhren wir auf der Berühmnten Route 66….

Ponieważ w ostatnich dniach mieliśmy problem z dostępem do intenetu, teraz nadrabiamy zaległości, co oznacza, że dostaniecie posty hurtowo :). W Palm Springs zastała nas pustynna aura. Temperatura nie schodzi tam poniżej 30 stopni nawet w nocy.. We wtorek rano opuściliśmy tę dziwną oazę i ruszyliśmy w stronę Las Vegas. Po drodze zatrzymaliśmy się w parku narodowym Joshua Tree. Te śmieszne drzewa nazwali tak biblijnie mormoni, bo niby miały wskazywać wędrowcom drogę przez pustynię. Park bardzo ciekawy, zwłaszcza skały o różnorodnych kształtach. Zrobiliśmy też przejażdżkę offroad, na czym ucierpiała nieco uroda naszej Red Queen ;) Wyjeżdżając z parku trafiliśmy do małej przydrożnej mieściny o znajomo brzmiącej nazwie Twentynine Palms (był taki film, a nawet dwa), gdzie posililiśmy się po meksykańsku (ja oczywiście z duuuużym piwem) i obejrzeliśmy murale (z nich słynie to miasteczko, jest ich łącznie 16 przy kilkusetmetrowej drodze).
To był ostatni przystanek w stanie Kalifornia, wieczorem ruszyliśmy do Nevady, zaliczając przy okazji odcinek słynnej Route 66. Nocą dotarliśmy do Las Vegas (łunę nad miastem widać już w górach, działa jak drogowskaz ;), a o tym co się tam działo – w kolejnym poście.

This entry was posted in National Parks by Agnieszka Kamińska. Bookmark the permalink.

About Agnieszka Kamińska

Polka na (ponownej, nieprzymusowej) emigracji, dziennikarka i podróżniczka. W Winterthur od 2014 roku. Na blogu piszę o blaskach i cieniach życia w Szwajcarii. Tropię nieoczywistości. W Polsce pracowałam dla portalu informacyjnego TVN24 oraz dla redakcji ekonomicznej "Rzeczpospolitej". Od 2014 roku jestem dziennikarką-freelancerką. Byłam korespondentką dla magazynu "Praca za granicą". Obecnie współpracuję m.in. z "Tygodnikiem Powszechnym", magazynem podróżniczym "All Inclusive", magazynem rowerowym "Rowertour", a także portalem kulinarnym aCOOKu, gdzie prowadzę autorską Akademię Wina. Masz pytania dotyczące Szwajcarii? Potrzebujesz pomocy przy załatwianiu spraw urzędowych? Szukasz tłumacza? A może po prostu jesteś tu nowa/nowy i chcesz umówić się na kawę? Pisz na agnieszka.minska@gmail.com. Również w sprawach dotyczących współpracy dziennikarskiej.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s