Bridges & Arches

So, es wieder Zeit für Neuigkeiten aus den Staaten.
Am Montag früh machten wir einen Halt im “Natural Bridges Park”. Ein kleiner Canyon in dem es 3 Brücken hat, geschaffen nur von Wasser. Es hat eine Rundstrasse durch den Park und man konnte an jeder Brücke runter in den Canyon. Wir gingen bei der 2. Brücke runter und wir waren erstaunt, wie Gross diese ist.
Nach dem Park fuhren wir zum “Gooseneck” Park. Dort hat man eine herrliche Aussicht auf den San Juan River wie er sich in den Felsen gefressen hat. Sehr eindrücklich!
Das nächste Highlight war eine Strasse,”Moki Dugway”. Man fährt auf einer normalen Strasse bis man zu einem Abgrund kommt mit einer fantastischen Weitsicht bis zum “Monument Valley”. Die Strasse wechselt auch in eine Schotter Strasse und es geht ziemlich bergab, fantastisch.
Der letzte Halt war noch der “Arches Park” in der nähe von Moab. Wir verbrachten 4 Stunden dort bis es dunkel wurde. Fantastische Welt mit natürlichen Brücken, Fenstern und Sicht auf die Rocky Mountains. Es war ein unvergesslicher Tag und für mich einer der Eindruckvollsten. Diesen Park kann ich sehr empfehlen, fast besser als im Monumet Valley.

Ponieważ czujemy już powoli skutki amerykańskiej diety, przyszedł czas na sport ;) Wyciągnęliśmy buty trekingowe i ruszyliśmy w góry! Niedaleko Monument Valley znaleźliśmy dolinę z naturalnymi mostami skalnymi, więc postanowiliśmy przyjrzeć się im z bliska. Wędrówka w upale nie jest łatwa (zwłaszcza z powrotem, w górę..) ale wysiłek był wyjątkowo przyjemny, choć ja przez cały czas wyglądałam węży i skorpionów (wszędzie tu przed nimi ostrzegają). Kiedy wracaliśmy spoceni do auta, Amerykanie patrzyli na nas jak na kosmitów, bo ich zwiedzanie polega zazwyczaj na zatrzymywaniu się w wyznaczonych dla turystów punktach i robieniu zdjęć przez szybę samochodu ;) Po mostach pojechaliśmy zobaczyć, jak zakręca rzeka San Juan w miejscu, które nazywa się Gęsia Szyja :) A potem sami sporo manewrowaliśmy autem na krętej drodze Moki Dugway (Thomas był w swoim żywiole). Wieczorem był gwóźdź programu, czyli skalne łuki (Arches NP) i znów sporo wspinania. W tym genialnym miejscu (absolutne must see!) zastał nas zmierzch, a ponieważ nie mieliśmy planu, gdzie się zatrzymamy na noc, musieliśmy szukać wolnego pokoju w motelu na ostatnią chwilę (wylądowaliśmy w jakiejś wyjątkowo popularnej mieścinie, wszystko zajęte..), co kosztowało nas ponad 100 dolarów :/ Teraz już wiemy, że jednak co za dużo spontanu, to nie zdrowo.. ;P

This entry was posted in National Parks and tagged , , , by Agnieszka Kamińska. Bookmark the permalink.

About Agnieszka Kamińska

Polka na (ponownej, nieprzymusowej) emigracji, dziennikarka i podróżniczka. W Winterthur od 2014 roku. Na blogu piszę o blaskach i cieniach życia w Szwajcarii. Tropię nieoczywistości. W Polsce pracowałam dla portalu informacyjnego TVN24 oraz dla redakcji ekonomicznej "Rzeczpospolitej". Od 2014 roku jestem dziennikarką-freelancerką. Byłam korespondentką dla magazynu "Praca za granicą". Obecnie współpracuję m.in. z "Tygodnikiem Powszechnym", magazynem podróżniczym "All Inclusive", magazynem rowerowym "Rowertour", a także portalem kulinarnym aCOOKu, gdzie prowadzę autorską Akademię Wina. Masz pytania dotyczące Szwajcarii? Potrzebujesz pomocy przy załatwianiu spraw urzędowych? Szukasz tłumacza? A może po prostu jesteś tu nowa/nowy i chcesz umówić się na kawę? Pisz na agnieszka.minska@gmail.com. Również w sprawach dotyczących współpracy dziennikarskiej.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s