Salt Lake City

Salt Lake City, die Mormonen Hauptstadt.
Als die Mormonen Ende des 19. Jahrhunderts verfolgt wurden, fanden sie im Westen, hier am grossen Salzsee, endlich Frieden und Ruhe. Hier steht auch die grösste Kathedrale der Mormonen.
Die Stadt war für uns fast wie Ausgestorben am Abend. Trotz über 1 Million Einwohnern waren wir fast alleine Unterwegs. Für ein Bier mussten wir auch den Pass zeigen. Die ID reichte nicht. Hier in Utha scheine sie strengere Vorschriften zu haben.
Wir wollten auch den See sehen und so fuhren wir auf die “Antelope Island”. Wir wussten nicht was uns erwartete und waren positiv überrascht. Die Insel war grün und mit herrlicher Sicht auf den See und die umliegenden Berge. Wir erfuhren auch dass auf der Insel ca. 500 Bison’s frei leben. Einige wenige sahen wir in der nähe eines Strandes. Wir suchten den Rest der “Truppe” und fanden sie auf der anderen Seite der Insel. Die Herde war riesig und ein grosser Überquerte vor unserer Nase die Strasse. Boah, was für ein Brocken. Agnieszka meinte, ich sehe aus wie einer: grosser Kopf, vorne Dick und unten eher dünn….dazu bewegen sie sich langsam…naja?!
Am späten Nachmittag fuhren wir weiter Richtung Westen nach Ely, wo wir uns morgen früh um 9 Uhr den Schweizer Match anschauen werden. Hopp Schwiiz.

Miasto mormonów wygląda niemal jak szwajcarska wioska – równo przystrzyżone dziko zielone trawniki, prościutkie chodniki, domki jak z pocztówki, cisza i spokój (Thomas był zachwycony ;)). Widzieliśmy katedrę i kapitol (na zdjęciach) :) W Salt Lake City mieszka ponad milion ludzi i nie mam pojęcia, gdzie się podziewają.. Zarówno w dzień w godzinach szczytu, jak i piątkowy wieczór główna ulica miasta była pusta, gdzieniegdzie snuli się tylko turyści i bezdomni. Dziwne.. choć zważywszy, że mormoni nie piją alkoholu i kawy – nawet zrozumiałe ;) Problem z zakupem procentów odczuliśmy na własnej skórze. W jednym z barów pani poprosiła nas o ID – nic w tym dziwnego, wszędzie nas o to proszą i zawsze wystarcza krajowy dowód osobisty (paszportów nie nosimy stale przy sobie), ale nie tym razem.. Kelnerka oznajmiła, że nie sprzeda nam piwa, bo nie mamy paszportów. Nie pozostało nam nic innego, jak opuścić lokal. W kolejnym barze – to samo. W końcu nie wytrzymałam i pytam, o co chodzi? Okazało się, że takie są przepisy w stanie Utah! Cóż za nieprzyjazny stan.. :/
O wiele ciekawsze niż samo miasto są okolice jeziora Salt Lake, które jest ogromne i.. zasolone :) Woda nie ma ujścia, więc zapachy są interesujące. W sobotę wybraliśmy się na wyspę, która nazywa się wyspą antylop, ale okazało się, że mieszka tam 700 bizonów Buffalo!! Spacerują sobie spokojnie po łąkach i drogach, są niemal na wyciągnięcie ręki :)
Z SLC kierujemy się dalej na zachód, znowu przez pustynię (choć tu na szczęście nie jest już tak gorąco). To ostatni weekend, kiedy oboje jesteśmy 30-latkami ;P W niedzielę wczesna pobudka i.. Hopp Schwiiz!!

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s