Cars and dreams

Was man hier alles auf den Strassen sieht……unglaublich!

Windy City

Ein sonniger Morgen begrüsste uns heute in Chicago. Nach dem Frühstück zogen wir los um die Stadt zu erkunden. Wir erkannten gleich warum die Stadt “Windy City” genannt wird. Es wehte eine kühle Brise vom see her und drückte die Wolken zwischen den Hochhäusern durch. Durchaus ein Spektakel finde ich. Im Millenium Park gab es dann Kunst zu bestaunen. “Cloud Gate”, eine überdime sionierte “Bohne” die spiegelte, fantastisch. Weiter gings zum Buckingham Brunnen und in die Stadt um zu shoppen. Die berühmten zwei Hochhäuser des Marine Center waren sehr eindrücklich. Der Architekt machte es sich eimfach und gestaltet das Parkhaus und die Apartment genau gleich von Aussen. Am Abend noch eine riesen Pizza und einen gemütlichen Spaziergang zurück zum Hotel.

Chicago jest urocze, w porównaniu z NY – spokojne i wolne. Może coś jest w tej mgle, która otula budynki niemal przez cały dzień.. I fakt, piździ tu jak w kieleckiem ;) Największe wrażenie robi oczywiście jezioro, które jest malownicze i ogromne niczym morze. Bardzo fajne jest też to, że wszędzie można tu napotkać sztukę miejską – począwszy od “fasolki” (wiekiej srebrnej chmury stojącej w parku Millenium, ku uciesze dzieciaków) po rzeźby Picasso i Miro. Miasto jest na tyle kompaktowe, że udało nam się zobaczyć najważniejsze rzeczy właściwie w kilka godzin. Ale
ponieważ jest przyjemnie, zostajemy jeszcze jeden dzień :)

Lower Manhattan

IMG_0104IMG_0121IMG_0126IMG_0135IMG_0153IMG_0130
Dzień rozpoczął się tam, gdzie skończył się poprzedni, czyli przy Brooklyn Bridge :) W drodze na Manhattan nie sposòb oderwać oka od aparatu.. ale oszczędzimy Was i wrzucamy tylko kilka zdjęć ;) Potem była Wall Street i łapanie byka za jaja, pierwsza konfrontacja z amerykańskimi porcjami w restauracji i miejskim chaosem. I jeszcze Battery Park, pogawędka z Kanadyjczykami i bardzo słodkie babeczki na Grand Central. Pòźniej zaczęło padać, więc szybki spacer po 5th Avenue i Rockefeller Center, a na koniec zakupy w Macy’s i bardzo przyjemna kolacja w porcie.To był długi dzień.. :)

Heute startet der Tag sonnig und wir wanderten über die Brooklyn Brücke nach Manhatten. Nach der Besichtigung der Wall Street ging es noch zum Berühmten Stier zur obligaten Berührung seiner Hoden ;-) Anschliessend, im Battery Park, genehmigten wir uns ein Bier und trafen Leute aus Kanada, die aussahen wie Asiaten. Es zogen dann dunkle Wolken auf und als wir beim Rockeffer Center ankamen regnete es in strömen. Nach einiger Zeit im Center gingen wir noch in’s Macy, das grösste Kaufhaus in den USA. Den Abend verbrachten wir am alten Hafen in der nähe der Brooklyn Brücke.

NY przywitał nas ulewą/NY begrüsste uns mit einem Gewitter

imageimageimageimageimageimageimageimageimageimageimage
Burza zatrzymała nas na godzinę pod mostem, ale było warto. Jednak zanim tam trafiliśmy (nie licząc 7,5 godz. w samolocie) musieliśmy odstać swoje na lotnisku i przeżyć jazdę z nowojorskim taksówkarzem na Brooklyn. – New York is a big bad city, you must be careful – przywitał nas Wade, od którego wynajmujemy mieszkanie. Pierwszy dzień pełen wrażeń.. a na koniec pizza! w knajpie pod mostem z polskimi kelnerami (a jakże) ;)

Nach 7,5 Stunden Flug nochmals 1,5 Stunden warten am Zoll. Die Taxifahrt zu unserem Apartnent in Brooklyn überlebten wir auch noch. Am Abend durften wir noch unter einem Zelt mit, herrlicher Aussicht auf die Skyline von Manhatten, Schutz suchen vor dem Gewitter. Als Belohnung gab es eine feine Pizza.